Świat duchowy nam pomaga

Istoty duchowe, które oprócz nas zamieszkują świat duchowy, z satysfakcją i pochwałą spoglądają na nasze myśli o ich świecie. One mogą nam pomóc jedynie wtedy, gdy o nich myślimy; i chociaż może nie dosięgnęliśmy jasnowidzącego postrzegania świata duchowego, to jeśli wiemy o tych istotach duchowych, one mogą nam pomóc. W zamian za nasze studiowanie nauki duchowej, przychodzi do nas pomoc ze świata duchowego. Nie są to jedynie rzeczy, których się uczymy, wiedza którą zdobywamy; są to istoty wyższych Hierarchii, które nam pomagają, gdy o nich wiemy.

[…] Świat duchowy nam pomaga. Potrzebujemy tego, musimy o tym wiedzieć, i musimy zjednoczyć się z tym poprzez świadome zrozumienie.


Źródło: link

Reklamy

15 thoughts on “Świat duchowy nam pomaga”

    1. Ciężko jest na to odpowiedzieć, bo odpowiedź narzuca mi się taka, że skoro nie chcą usłyszeć, to Niebo upomni się po nich „siłą”, za pomocą ciężkiego losu, bólu, cierpień. Tak to w skrócie wygląda, i jest to bardzo ciężka odpowiedź, ale widocznie jest w tym większa mądrość niż człowiek potrafi pojąć. Można sobie nad tym pomyśleć czytając to, co mówili mistycy i święci, lub co przekazał Siergiej. Jeśli człowiek nie chce dobrowolnie dążyć do miłości, to trzeba mu pokazać konsekwencje uciekania od miłości. Miłość to takie uogólnienie; gdy się tym żyje, to tam jest święte bogactwo, które można opisywać różnie. Przezwyciężenie bólu i dążenie w ten sposób do miłości może wyrazić więcej niż tysiąc słów. 🙂

      Polubienie

      1. pięknie mówisz, ale istnieją ludzie, którzy nie potrafią kochać… tak to wygląda z boku… to ci co nie widzą i nie słyszą… możemy im pomóc czy tylko sobie?

        Polubione przez 1 osoba

      2. Są ludzie, którzy czują to intuicyjnie, i mimowolnie chcą się ku temu zbliżyć. Tacy ludzie szukają, czytają i powoli przezwyciężają siebie. Są ludzie, którzy się tego wstydzą, bo mają jakieś skojarzenia i ktoś ich tak zaprogramował (rodzice, otoczenie), że nie dążą do miłości, tylko pogłębiają się w nienawiści. Są ludzie, którzy chcą się zmienić, ale po prostu nie mogą; chcą, starają się, ale nie mogą, bo człowiek ma tyle programów, blokad lub nawet jakichś wyobrażeń, że na zmianę siebie potrzeba wiele lat. Ci ludzie chcą, ale idzie topornie. Oni chcą, a co z tymi, którzy nie chcą?

        Wiem tyle , że trzeba akceptować i nie pogrążać się w niezadowoleniu z innych ludzi, z siebie i ze świata. Nie należy być niezadowolonym ze swojego losu i z losu innych ludzi – wszystko jest dane od Boga. To są takie subtelności, które nas porywają, odciągają od właściwej ścieżki, wręcz zatruwają życie duszy i odbierają radość z życia. Z takimi właśnie subtelnościami w duszy mierzę się od kilku lat; jest to niezła zagrycha, bo ciężko to rozpoznać i zmienić, ale jest to jak najbardziej możliwe, bo nie raz mi się to udało, więc „Ducha nie gaście”. Jak już będę oświecony, to zacznę zbawiać świat. Żartowałem 😀

        Siergiej mówił, że można zabijać miłość w sobie i w innych, można wyrzekać się miłości. I co zrobić z człowiekiem, który ma w sobie coś takiego? Do takiej biedy nie trzeba wiele, wystarczy, że rodzice nie pokazali dziecku, że je kochają, i to dziecko niesie w sobie obrazę wobec najbliższych osób, wobec innych ludzi, i wobec świata. Ale spróbuj komuś powiedzieć, że nie należy trzymać w sobie urazy i że trzeba wybaczać… Na pewno można komuś pomóc, ale ja chyba bym nie umiał, muszę wpierw pomóc sobie. Pewnego razu trafiłem na coś takiego: kurczak, by się wykluć, musi otrzymać ciepło z zewnątrz, a gdy nadejdzie odpowiedni czas, to kurczak wykluje się rozbijając skorupę od środka. Można sobie nad tym obrazem pomedytować. 🙂 Ogólnie warto medytować i coś ze sobą robić.

        Pozdrawiam

        Polubione przez 1 osoba

      3. otrzymać ciepło… ale jeśli za to ciepło wkręcanie, manipulowanie… to pozostaje ratować się ucieczką?
        tak myślę nie innych lecz siebie zmieniać, nie rywalizować z innymi lecz ze swymi słabościami…
        pozdrawiam i życzę sukcesów w tej walce, pracując nad sobą 😉

        Polubione przez 1 osoba

      4. Wiele z tego, co ludzie mają w wyobrażeniu, jest czymś powierzchownym, wskazuje to jedynie na powierzchowność. Ludzie mają w wyobrażeniu, że zajmowanie się sobą to egoizm – bo ktoś tak to opisał, i tak to ludzie przyjęli.

        Spójrz teraz na taki obraz: Jeśli człowiek zajmuje się sobą, by zwiększać miłość w swojej duszy, by mieć w sobie więcej zrozumienia, szacunku i miłosierdzia dla ludzi i świata, to czy jest to egoizm? Czy egoizmem jest zamknięcie się w swojej osobistej przestrzeni w celu uratowania swojej duszy przed marazmem? Spójrzmy teraz na obraz jakby przeciwstawny: Jeśli człowiek żyje jakby życiem innych ludzi, jeśli wtrąca się w innych po to, by coś w sobie zaspokoić, to czy jest on „świętym” zbawiającym świat? Jeśli człowiek zmienia innych po to, by zaspokoić swoje przywiązania, które już go wręcz opętały, to czy on jest taki dobry, jak mówi to powierzchowna mądrość?

        Gdzie jest ta granica, która to wszystko rozgranicza? Czy tą granicą jest to, co widzimy na powierzchni? – człowiek zajmuje się sobą lub innymi. Czy może tą granicą jest to, co leży głębiej? – stosunek jaki mamy wobec danej kwestii/sprawy. Jeśli zmieniam innych po to, by zaspokoić swoje przywiązania, to jest to egoizm. Jeśli zmieniam siebie po to, by zbliżyć się do Boga, do miłości, by uratować swoją duszę, to może się to wydawać egoizmem dla tych, którzy chcą ciągle ode mnie dostawać „truskawki”, bo przecie ja muszę siebie oddawać, a oni nie muszą…; jednak z punktu widzenia Boskości, jeśli odrywam się od innych po to, by zbliżyć się do miłości i żeby dzięki temu uratować swoją duszę, to jest to jak najbardziej dobre. „Egoizmem” i „nie-egoizmem” nie jest to, co widzimy na powierzchni lub co nam się wydaje, ale to, co leży u podstawy postępowania, czyli intencja w postępowaniu; treść u samego źródła czynu; stosunek w tym, co czynimy.

        Jeśli zajmuję się innymi, i moją głęboką intencją jest zaspokajanie swoich przywiązań i zachcianek, to jest to egoizm. Jeśli zajmuję się sobą, i moją głęboką intencją jest zaprzestanie wyjaławiania duszy z miłości, to jest to bardziej szlachetne i przybliżające do Boga, niż rozpasanie swojego chcenia nad innymi ludźmi.

        Czy człowiek ucieka dlatego, że nienawidzi i gardzi tymi, których widzi; czy od nich ucieka dlatego, że na nich pluje?
        Czy może człowiek ucieka dlatego, że nie chce nienawidzić i zatracać w tym swojej duszy, więc się oddala, by zmieniać siebie, by nie trwać w nienawiści, tylko zbliżać się do miłości?

        Utwierdzone są w nas pewne przekonania, które wydają się nam „świętą prawdą” – bo tak przodkowie myśleli, czuli, robili, i już! – i jakiś głos nam mówi: i tak ma być i koniec kropka! Otóż nie! Jest to powtarzanie programów, które nam wtłoczono, lub którymi się sami zapchaliśmy poprzez jakieś wyobrażenia o czymś. Jest sobie mężczyzna, i on słyszy słowo miłość, i co on widzi w wyobraźni? – Widzi kobietę. Z drugiej strony kobieta widzi mężczyznę. – Tak sobie uformowaliśmy przekonania i „święte prawdy”, że nie potrafimy się z nich wyrwać, i każde następne pokolenie powtarza te „święte prawdy” i powtarza błąd powtórzony przez przodków.

        Żeby coś rozpoznać, trzeba patrzeć głębiej niż to, co jest na powierzchni; trzeba się zastanowić nad wewnętrznym stosunkiem do różnych spraw, nad intencją wobec różnych spraw.

        Pozdrawiam i życzę owocnego poznawania siebie 🙂

        Polubienie

      5. Czasem myślę, że bardzo dobrze sie znam… Uformowali mnie przodkowie, rodzina, tradycja, religia, społeczeństwo, rodzina i przypadkowi ludzie. Podporzadkowalam się i nie… Jestem sama w tych wszystkich grupach… Czasem ktoś mnie rozumie, często jednak tylko po to by wejść mi na glowę 😉 tylko trudno, bo chowam głowę w piasek 🙂
        Egoizm to nie szukanie ratunku, wyciszenia… Pustelnicy nie szli w odludzie z egoizmu… Chrystus też potrzebował być sam…sam na sam z Bogiem 🙂 czlowiek zwykle wybiera to co najlepsze dla siebie…dobry po to by być lepszym dla innych, zły by najdoskonalej coś knuć…
        Egoizm to może byc samolubsywo kosztem innych… I wynoszenie ponad swojego dziecka czy całej rodziny zawsze kosztem słabszych…
        Egoizm to też rozumienie siebie ponad innych… Czyli niech niech się dzieje co chce byle daleko ode mnie lub niesprawiedliwe karanie npn mnie wolno sie pomylić ale jesli ktoś mnie skrzywdzi swoją pomylką to nie daj Boże…
        Jest to powszechnie akceptowane, dlatego łatwo o frustracje, stres i dalej depresję … Czego innego sie uczy czego innego wymaga i za co inne sie nagradza… Manipulacja?

        Polubione przez 1 osoba

      6. Z egoizmem i z tym, co opisujemy jako jakieś uczucia, jest taka ciekawa sprawa, że można to odczuć w samej treści, i wtedy tak jakby nie trzeba wysilać się, by rozwikłać to pojęcie intelektualnie, bo odczuwasz samą treść tego, co nazywamy np. egoizmem, wolą, jakimś uczuciem itd. Jest to dla mnie niesamowite, i wiele razy, przy idealnym wyciszeniu, przy absolutnym skupieniu na tym, co czytałem, doświadczałem takiego stanu jakbym odczuwał samą treść, samą istotę danego pojęcia; czyli tak jakby nie wysilałem się intelektualnie, by stworzyć sobie odpowiedź na to, czym jest np. egoizm, ale rzeczywiście odczuwałem czym jest sama istota tego pojęcia. Jakiś czas temu, czytając o mistykach-świętych Chrześcijańskich, uświadomiłem sobie, że oni właśnie żyli w takim stanie ciągłej modlitwy czy inaczej „medytacji przeznaczonej dla człowieka zachodniego” i odczuwali jakby tą istotę, tą treść różnych spraw.

        Tutaj pojawia się wskazówka, że opis czegoś – opis danej osoby -, opisuje tylko jeden skrawek danego pojęcia; stąd też mamy często problemy ze zrozumieniem czym coś jest. To, co określamy danym pojęciem, może przybierać różne formy i przejawiać się różnie, a pojęcie nadal będzie to samo. To jest właśnie niesamowite, że treść danej sprawy jest taka sama, ale przejawia się ona w różnych formach, a ogólnie jest to określane ogólnym pojęciem sprowadzającym to do jednej kropki, do jednego ogólnego opisu. Dzięki Bogu za to, że wielu zdolnych ludzi ubogaciło nasz język wieloma określeniami uczuć i wieloma pojęciami.

        Ostatnio też, kilka dni temu, otrzymałem łaskę, by odczuwać wypełnienie duszy miłością, ale w takim dniu, w którym czułem głównie ból, cierpienie; mógłbym to opisać nie w taki sposób, że w ciemności zapaliła się świeczka, ale w taki sposób, że miłość jest u podstawy wszystkiego, i przeszywa ona wszystko, nawet ból i cierpienie. Czułem miłość w czasie doznawania poważnego bólu wewnętrznego, i domyślam się, że to jest istotą Chrześcijaństwa – przezwyciężenie bólu, cierpienia poprzez dążenie do miłości. Wtedy zapisałem sobie takie zdanie, by jakoś to zapamiętać, i mieć jako drogowskaz na przyszłość: Miłość jest niesamowita, bo jest tak niesamowicie wszechstronna.

        Takie doznania ukazują nam wszechstronność danego pojęcia, ukazują nam samą treść, a my ubieramy to w słowa, i może ktoś to zrozumie, a może wyśmieje. Tutaj musi wkroczyć osobista chęć poznania, zrozumienia; mi też przecie nikt nie wlał poznania jakby za dotknięciem różdżki 🙂

        Pozdrawiam

        Polubione przez 1 osoba

      7. Miłość jest bardzo zlozonym uczuciem… Sama doswiadczylam jej kilku odmian/rodzajów, ale nie wszystkich :), ale na nawno to wielkie uczucie! A wypełniony Miłością czlowiek emanuje… Przez lata wmawiano mi, ze nie umiem kochać…a więc czulam się kaleka … Ja dla odmiany myślę, ze wszyscy kochają ale zbyt czesto ukeywaja swe prawdziwe uczucia… Z obawy przed odrzuceniwm, smiesznościa, kompromitacją… Takie życie. Ludzie wolą zaklamanie 😦 to po trosze dotyczy tez mnie… Z wyższych racji…
        Cieszę się, ze mogłeś doswiadczyć Miłości: ) Jesli czytales Jana od Krzyża to … Właśnie wychodzisz z ciemności… Polecan traktaty Tomasza z Akwinu…wydaje się, ze wszystko jasne i proste, ale powtorzyć sie nie da 😉

        Polubione przez 1 osoba

      8. Jana od Krzyża nie czytałem, dzięki za polecenie, sprawdzę, jak się trochę ogarnę 🙂 Właśnie kilka dni temu zamówiłem książkę z traktatami Tomasza z Akwinu o Roztropności. Uwielbiam patrzeć na mistyków i świętych, moją duszę to niesamowicie zachwyca i podnosi na duchu. Gdybym tego nie poznawał, to byłbym usechł 🙂

        Pozdrawiam i dzięki za komentarze, dużo się od ciebie nauczyłem. Z Bogiem.

        P.S. Człowiek bez miłości jest kaleką, tak ja to widzę, i bynajmniej nie mam tu na myśli kogokolwiek obrażać. Człowiek bez Boga jest kaleką, jak to powiedział któryś mistyk.

        Polubione przez 1 osoba

      9. Steiner powiedział coś takiego, że człowiek rozwija się od miłości niższej, do wyższej. Z tego co pisał Łazariew wynika dla mnie to samo, co mówił Steiner – miłość tak jakby przejawia się od stanu niższego do stanu wyższego; bo kocha człowiek pogrążony w przywiązaniach, jak i święty, tylko ich miłość różni się jakby „tym” z czym utożsamiają miłość. Nie można powiedzieć, że nastolatek nie kocha, bo przecież jest niedojrzały; czy też dorosły nie kocha, bo jest „ogłupiały”, i w swojej miłości czyni zniszczenie, bo pogrążony jest w przywiązaniu do doczesności; oni kochają, tylko – jak to podał Łazariew – jeśli zapominamy o tym, że miłość jest dana od Boga, a nie od człowieka, wtedy dusza lgnąc do ludzkich wartości, skleja też z nimi swoją miłość. Miłość sklejona z ludzką wartością oznacza, że człowiek w miłości nie widzi Stwórcy, a daną wartość, którą ubóstwia.

        Więcej napisałem w komentarzu na tej stronie:
        https://antropozofiablog.wordpress.com/2017/05/18/bez-ciebie-nie-moglbym-zyc-klaniam-sie-tobie-z-wdziecznoscia/

        Polubienie

      10. zgadzam się to samo w chrześcijaństwie… Miłość pozostawia wielkie pole do działania tylko my zastąpiliśmy ją konsumpcjonizmem, nawet uczucia są wartością spożywaną, używaną i zmienianą… jakby duch nie istniał. Nie ma dwóch takich samych osób – każdy jest skarbem, jest niezastąpiony… a ludzie ludzi zmieniają jak buty…
        zaraz zobaczę wskazany komentarz… a sama polecam poczytać i wysłuchać co ma do powiedzenia ksiądz Marek Szymula, jest dla mnie żywym autorytetem 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      11. Nie przejmuj się tym, że chowasz głowę w piasek, jesteśmy tylko ludźmi, jednak jesteśmy zdolni do przezwyciężania niesamowitości – ten sęk tkwi w wychowywaniu i nauczaniu duszy pewnych rzeczy i stosunku do świata. Ja też zawsze chowałem głowę w piasek, ale przez kilka lat pracowałem nad sobą, i dzięki Bogu doszedłem do takiego stanu, że mogę być z siebie zadowolony, ale moje ego mówi, że mogłoby być lepiej 😀 „Ducha nie gaście.” Staraj się rozpoznawać swoje uczucia i stany „uczuciowe”, które cię pochłaniają i nie dają ci spokoju. Jak zaczniesz je opisywać, to szukaj w sobie takich stanów, które są dla tych wcześniejszych jakby przeciwstawne, czyli dające spokój, ukojenie i wytchnienie.

        Pozdrawiam

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s